baner750x100

ODŁOWY KONTROLNE NA JEZIORZE DĄBRÓWKA

20200826 080145Plotka, zatoczywszy koło po ościennych powiatach, dotarła do piszącego te słowa po niecałej dobie od zdarzenia, które wstrząsnęło wyobraźnią co wrażliwszych wędkarzach. Słyszałeś? Znowu przeorali Dąbrówkę sieciami. Jacyś kłusole, albo cwaniaczki z PZW. Znowu dziesiątki, a może i setki kilogramów ryby poszło …. Bokiem…

Spieszę więc z wyjaśnieniami. Od początku jestem w centrum wydarzeń, a tych co lubią patrzeć innym na ręce – uspokajam. W dniach 25 i 26 sierpnia br. na Jeziorze Dąbrówka miały miejsce, zasygnalizowane wcześniej prezesom lokalnych kół PZW, odłowy kontrolne. Sieci stawiali nie kłusownicy, ani rybacy zatrudnieni przez PZW tylko naukowcy z Zakładu Hodowli Ryb Jesiotrowatych w Pieczarkach, który jest jedną z wielu jednostek organizacyjnych Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie. I nie jest to pierwsza wizyta ichtiologów na naszym terenie. Przed rokiem opisywaliśmy na tej stronie odłowy kontrolne na Jeziorze Zajezierskim. Ci, którzy uważnie przeczytali poprzednią informację (AKTUALNOŚCI, str. 6) – pamiętają. Choć w tytule realizowanego projektu występuje słowo „odłowy”, celem stawiających sieci nie są odłowy jako takie… Ci ludzie to nie intruzi, którzy chcą nas oskubać z ryb, a sojusznicy wędkarzy z naukowym spojrzeniem na nasze problemy, fachowcy szukający – podobnie jak my – odpowiedzi na pytanie: co w tym naszym jeziorze pływa? W jakiej jest kondycji? Jaka jest przyszłość tego akwenu? Czy warto w tę wodę inwestować?

W roku ubiegłym Instytut Rybactwa Jeziorowego w Giżycku, kierowany przez dr. inż. Dariusza Ulikowskiego, rozpoczął realizację projektu pn. „ Monitoring ichtiofauny jeziornej … na potrzeby oceny stanu lub potencjału ekologicznego jednolitych części wód powierzchniowych” w ramach Państwowego Monitoringu Środowiska. Zadanie to, rozpisane w czasie na trzy lata, zlecił Instytutowi Rybactwa Śródlądowego Skarb Państwa, a dokładniej – Główny Inspektor Ochrony Środowiska. Badaniami w ramach tego projektu zostały objęte wszystkie jeziora o powierzchni powyżej 50 hektarów. Do badań wykorzystywane są zestawy sieci nordyckich według normy EN 14757 . Zainteresowanych odsyłam do Wikipedii, laikom tłumaczę, że to wontony o długości 30 m, w których co 2,5 metra zmienia się wielkość oczek, od 5 mm do 55 cm (12 paneli), które stawia się w wybranych miejscach na różnych głębokościach. Schody i mrówcza praca zaczynają się po wyjęciu sieci, które tkwią w wodzie przez 12 godzin. Bywa tak, że uwięziony w drobnych oczkach narybek zaczyna się rozkładać już w wodzie. A gdy dołożymy do tego kilka godzin potrzebnych na wydłubywanie „urobku” z sieci, to w słoneczne dni nie wytrzymują tego ani ludzie, ani ryby. A te po wyjęciu z wontonów trzeba jeszcze posegregować gatunkami i wielkością. Trzeba skrzętnie policzyć, poważyć i opisać. I to co już opisane podpiąć do odpowiednich algorytmów. Mądrze i naukowo. Wszak gościmy specjalistów w branży…

Tym razem ichtiolodzy wstrzelili się z pogodą idealnie. Po sierpniowych, iście afrykańskich upałach, trafili na pierwsze pochmurne dni. Po rozbiciu obozowiska koordynator odłowów mgr inż. Michał Kozłowski rusza jako pierwszy na wodę. W wojsku na takie działania mówi się – rozpoznanie bojem.  Nie zna tego jeziora. Zaskakuje go głębokością. Trafia na kilka dołków 3 do 4 metrów, ale średnia głębokość to zaledwie 2 do 2,5 m. Miejscowi o tym wiedzą, odwołują się do Krzyżaków, ale dla gości to spora zaskoczka. Są za to inne, bardzo dobre informacje. Ta płytkość akwenu sprawia, że przy byle silniejszym podmuchu wiatru woda zostaje wymieszana do dna. Stąd na całej głębokości utrzymuje się 9,5 mg/l tlenu, co jest bardzo dobrym parametrem. Podobnie jest z temperaturą wody. Mimo upałów aż do dna utrzymują się stałe wartości – 21, 72 st. C. W innych badanych akwenach temperatura wody dochodziła do 24 st. C.

26 sierpnia br. o godzinie 17. dwanaście siatek trafia w różnych miejscach do wody. Skoro świt pracownicy techniczni: Robert Banaszek (uczestniczył przed rokiem w odłowach na Jeziorze Zajezierkim), Leon Grabiński  i Marek Suchodolski zbierają nocny urobek. Szef zespołu dokumentuje niektóre sytuacje. W trzech zestawach, w pogoni za drobnicą, zaplątały się w nawet węgorze. Te co nadawały się do odzysku wróciły do jeziora. Pobyt w sieciach przeżyły  jeszcze złote karasie. Reszta pozyskanej ryby była już martwa. W zespole też jest rodzynek. Mgr inż. Iwona Piotrowska - specjalistka od ryb drapieżnych, ryb jesiotrowatych, raków i obiegów recyrkulacyjnych - zostaje przydzielona do tej najmniej wdzięcznej pracy. To co techniczni wytrzepali z sieci na plandekę i zebrali do wiaderka, ona musi posegregować na gatunki, grupy wielkości  i jeszcze policzyć. Koordynator  mgr inż. Michał Kozłowski, choć w kręgu swoich zainteresowań badawczych ma też ryby siejowate  i obiegi recylkulacyjne, jest cenionym specjalistą od ryb drapieżnych – jesiotra i sandacza. Jest współautorem dziewięciu opracowań naukowo-badawczych, o których można dowiedzieć się ze strony internetowej Zakładu. (Dzięki za sprostowanie błędu w opisie sieci…). Jako szef zespołu zajął miejscówkę przy wadze. Wszystkie pomiary i ilości przenosi na tablet. Z trzepaniem sieci ekipa uwinęła się szybko, bo za wiele ryby w nich nie było.

A teraz trzymajmy się, bo wstępne oceny fachowców, przynajmniej dla mnie, były szokujące.  Dominującym gatunkiem ryby w Jeziorze Dąbrówka jest sandacz, o czym świadczą spore ilości tegorocznego wylęgu. W żadnej z dwunastu siatek nie było śladu szczupaka. Z drapieżników trafiały się jeszcze śladowe ilości okonia, w tym 3 sztuki po 20-25 cm oraz spore ilości jazgarza, specjalisty od wyżerania ikry, zwłaszcza białej ryby, bo sandacz czy szczupak sam by go łyknął. A teraz sensacja dnia – w 12. wontonach, czyli na 360 m bieżących sieci nie było ani jednej płoci. Ani jednej. Nawet płoteczki.  Nie było też wymiarowego leszczyka. A jeszcze kilka lat temu dzienny limit można było tu na bata wyjąć w godzinę lub dwie. Wiem co piszę, bo sam miałem na tym akwenie łódkę. Teraz na dziesięć sztuk dłoniaków – osiem to krąpie. Było tego ze 40 – 50 szt. I cztery złote karasie. Jak tak dalej pójdzie to w Jeziorze Dąbrówka ostanie się tylko sandacz, który z braku białej ryby przejdzie na kanibalizm. Sandacz będzie pożerał sandacza…

 

źródło: www.pzw.sztum.pl